©2020 by OkiemZyrafy.pl. Proudly created with Wix.com

Witaj na blogu OkiemZyrafy.pl

 
 
Szukaj
  • Irma Głowińska

Takie rzeczy tylko w bajkach!


Od zawsze marzymy o spotkaniu tego jedynego, wyśnionego i wymarzonego księcia. Już jako małe dziewczynki wlepione w ekran telewizora chłoniemy, jak gąbki ten stereotyp z produkcji Disney i spółka. Przy każdej nadarzającej się okazji chcemy być, jak one – przebieramy się w suknie księżniczek czy innych superlasek, żeby chociaż przez moment poczuć się tak samo wyjątkowe. I z tak upranymi głowami wchodzimy potem w życie, które zupełnie niespodziewanie „daje nam z liścia”.

Oczekiwania kontra rzeczywistość. To podobnie jak z przepisem na idealny profil na Insta czy FB, na którym wylewają się z każdego kąta przepełnione szczęściem zdjęcia kreujące, jakże surrealistyczną wizję prawdziwego życia. Za czym ten pęd? Za akceptacją, miłością, szczęściem, bogactwem a może iluzją, złudzeniem, frustracją lub co gorsza rozczarowaniem? Przenoszenie własnych pragnień, projekcji i oczekiwań na drugą osobę, która ma prowadzić nas po sznurku utkanym z wytycznych, instrukcji do własnego szczęścia, jest często ciężarem nie do uniesienia i to dla obu stron. Do tego jak się odnaleźć w tym kreowanym przez social media świecie pełnym szybkich, niezobowiązujących relacji, gdzie łatwiej wymienić niż się dla kogoś postarać czy rozstać niż naprawić. Jak nauczyć się ufać i jak nie stracić tego co mamy najważniejsze czyli siebie?


Zamki na piasku, tak bym nazwała w obecnych czasach wszelkiego rodzaju relacje. Czytam posty i artykuły w sieci, z których przebija się pytanie – jak zbudować trwałą relację w czasach FB i Tindera? Dziś, to dostęp do nieograniczonej liczby atrakcyjnych wizualnie potencjalnych kandydatów obu płci, czekających tylko na przesunięcie kciukiem (a potem posunięcie) w dobrą stronę, przy którym „speed dating” to slow motyw. Dziś wystarczy wrzucić podrasowane selfie w atrakcyjnej pozie, aby rozbić bank like czy serduszek. W tym samym czasie, bez zbędnego wysiłku można prowadzić wymianę tych samych treści z kilkoma osobami na raz, podbudowując i dostarczając adrenaliny dla naszego znudzonego szarym życiem ego. Dzisiaj praktycznie nie trzeba robić nic, bo jak jesteśmy leniwi, to system sam dopasuje nam kandydata i to nie jednego. I po co w ogóle się starać? Jak wystarczy minimum, żeby zaspokoić podstawowe potrzeby. I dziwić się, że długotrwałe związki są na wymarciu, jak kiedyś dinozaury. Podajemy się na tacy, akceptujemy nijakość i egoizm, sprowadzamy do roli towaru wrzucanego do koszyka z dostawą na dziś.

Lew Starowicz w jednej ze swoich książek stawia tezę, że mężczyźni są wzrokowcami i łowcami, dla których każda kobieta, to potencjalny obiekt seksualny. Co nie oznacza, że z każdą na jaką patrzą skończą w łóżku, ale w takich kategoriach rozpatrują kiedy widzą daną kobietę. Teraz nie muszą nawet wychodzić z domu, bo każda z aplikacji dostarcza w sekundę potrzebnych bodźców. Funkcja dodawania do znajomych, obserwowania czyjegoś profilu ma dwuznaczny wymiar, bo można to robić będąc w relacji z kimś, bez żadnych konsekwencji. Toczy się wirtualna gra, która często na tym poziomie pozostanie ale często przerodzi się w coś więcej – w zdradę emocjonalną, która w niczym nie różni się od tej fizycznej.


Kręgosłup moralny każdy ma swój i zależy od wielu czynników – od wzorców, doświadczeń wyniesionych i nabytych przez lata, z szeroko pojętej wiary, wpajany jako must have lub na odwrót, że nie wypada inaczej. Uczymy się z wypiekami na twarzy katechizmu, poznajemy co jest dobre a co złe, przyswajamy kodeksy, przepisy, zasady. Wtłacza się nam do głowy podstawy życia w rodzinie i inne takie. Nie uczymy się jednak, że bez względu na rozwój cywilizacyjny, kulturowy, technologiczny czy upływ czasów – my jako ludzie pozostajemy tacy sami. Ulegamy tym samym trendom, mamy te same słabości i szukamy wciąż tego samego. Gonimy za szczęściem, czasem ulotnym jak bańka mydlana puszczana w parku, a czasem budowanym przez lata. Fokusujemy się na innych, jako na dostarczycielach dawek szczęścia czy nieszczęścia. Zapominamy dodać do tej listy jednego – jak kochać, doceniać i szanować siebie. Nikt tego za nas nie zrobi. Nikt nie przyniesie nam na tacy pudełka z napisem „happiness”, po rozpakowaniu którego spłynie na nas spokój, błogość i szczęście. Gdyby tak było gabinety i poradnie psychologiczne nie miałyby racji bytu, a wszelkie pigułki szczęścia zniknęły z aptek.


Paradoksalnie teraz, mimo nieograniczonego dostępu do wszystkiego, cierpimy we wnętrzach siebie bardziej. Konsumpcjonizm, brak uważności, skupienie na tym co nieistotne i chroniczne zmęczenie. Przez palce przelatują chwile, bo zamiast doceniać teraz i tu, rozpisujemy checklistę na kolejne lata. Bo teraz to nie ale za rok, dwa, to już na pewno będę szcześliwa/y i mi się uda. A co jak to co masz teraz jest wszystkim co prowadzi do szczęścia? I nie potrzebujesz nic więcej, jak tylko to dostrzec i oswoić. W sobie. Patrzysz w lustro ale tego nie widzisz..Ukryte głęboko pod kolejnymi warstwami albo z braku czasu, będąc w ciągłym pędzie, bo jak się zatrzymasz, to przestaniesz istnieć. Kiedyś myślałam, że im więcej z siebie dam, im więcej wszędzie mnie będzie, tym bardziej ludzie będą mnie lubić. Chciałam zapracować, zasłużyć na to. Podobnie w relacjach. Jeśli całą sobą skupiałam się na drugiej stronie, wystarczająco spełniając oczekiwania i dostarczając wszystko na maksa, to wtedy mogłam zasługiwać na jego uczucia, zachwyt i przede wszystkim czas. I wtedy dopiero mała dziewczynka tkwiąca we mnie na moment się mogła zatrzymać i poczuć stabilniej. Z czasem momenty jednak stawały się coraz krótsze i mniej pewne. Do chwili kiedy nie zrozumiałam, że to tak nie działa.

Każdego dnia uczę się jak doceniać i kochać siebie bardziej, bo moje szczęście uzależnione jest wyłącznie ode mnie. Staje przed samą sobą i uśmiecham się do siebie, bo mój dobry humor nie zależy od nikogo innego. Nie patrzę przed siebie z myślą, że cudza trawa jest bardziej zielona, a czyjeś życie ciekawsze. Za to pozbywam się lęków, ograniczeń i barier, które przez lata oplotły mnie jak bluszcz, a teraz wycinam niczym uschnięte pędy przed wiosną. Mam głowę pełną pomysłów, pragnień i planów. Jednak doceniam i celebruję każdy moment, każdą chwilę, a także, to gdzie jestem i z kim przez to swoje życie maszeruję. Oddycham pełną piersią, dostrzegam zmianę i jestem wdzięczna.



66 wyświetlenia
This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now