Witaj na blogu OkiemZyrafy.pl

 
 
  • Irma Głowińska

Czy tylko dzieci śpią z misiami?

I znowu przewrotny tytuł. Dlaczego akurat o tym, bo zauważyłam, że od jakiegoś czasu zrobiło się tłoczniej w łóżku. Bynajmniej jednak nie z takiego powodu o jakim myślicie. Pamiętacie swoje ulubione przytulanki z lat dzieciństwa? Okazuje się, że z pewnych rzeczy można zwyczajnie nie wyrosnąć. Aczkolwiek niektórzy powiedzieliby, że przecież ja nigdy nie dorosłam albo co gorsza zatrzymałam się w tym procesie na jakiejś magicznej dacie/cyfrze.. I chyba mogłabym się z tym zgodzić, bo przecież moje wewnętrzne dziecko mieszka we mnie, ma się całkiem nieźle, a nawet żyje swoim odrębnym bytem. Czasami w przypływie myśli z serii „weź się ogarnij” próbuje z nim walczyć, targana sprzecznościami i poczuciem odpowiedzialności, że może już mi nie wypada. Czasami nawet myślę, że to już czas najwyższy wejść w etap bycia poważnym ale na szczęście idzie mi to z marnym skutkiem, bo gena nie oszukasz ani nie wydłubiesz. W sumie, to nie jest mi z tym jakoś szczególnie źle, bo łatwiej żyje się będąc freekiem niż nadętym sparciałym mrukiem. Poza tym będąc dzieckiem nie musisz martwić się tyloma sprawami, ani brać odpowiedzialności za decyzje, które mają wpływ nie tylko na Ciebie. Jakże ta beztroska i dziecięca radość jest w cenie w obecnej sytuacji. No bo przecież dzieci nie martwią się sprawami finansowymi, nie analizują przeszłości i nie boją się przyszłości, nie narzekają, nie oceniają w kategoriach dobre-złe, nie mają cichych dni, nie oszukują, aby osiągać własne cele.


Kto nie chciałby mieć na to wszystko powyżej „wywalone”? Tak na przykład wstawać rano i nie martwić się finansami, ani nie ulegać presji pogoni za szczęściem. Dzieci nie zastanawiają się nad sensem życia, ani nie biorą na serio wszystkiego co inni powiedzą. Dzieci nie akceptują byle jakich znajomości, bo albo się przyjaźnią albo nie. I najważniejsze kochają bezwarunkowo, a nie dla jakichś pobudek. I tu przychodzi mi na myśl cytat z Junga: „Wolność ducha zostaje skuta łańcuchem haniebnego uzależnienia finansowego, beztroska działania raz za razem musi się lękliwie kulić w kącie pod presją opinii publicznej, wyższość moralna grzęźnie w bagnie podrzędnych stosunków, pragnienie dominacji dobiega kresu w żałosnej tęsknocie bycia kochanym” (O rozwoju osobowości C. Jung, 2009r).


Bezsprzecznie mogę odnieść to do siebie. Każdego dnia podporządkuje się czemuś lub komuś, kto w mniejszym lub większym stopniu ma nade mną władzę – finansową, prawną, moralną czy z racji przynależności. Długość łańcucha jest wprost proporcjonalna do danej potrzeby, a może nawet odwrotnie czyli im większa potrzeba tym krótszy łańcuch, czasami nawet zakończony kolczatką. A wewnątrz aż by się chciało zerwać, urwać, uciec i nie myśleć o całej liście codziennych spraw. Nie słuchać pytań zadawanych o jutro i nie myśleć w jakiej grupie się będzie za kilka tygodni czy miesięcy. Zrobić zakupy bez lęku, wrócić do marzeń i planów. Kochać i być kochanym, pomimo całego tego lockdownu.


Łamię zasady, idę pod prąd, często wystawiając się na odstrzał, a mimo to wciąż i jakby na przekór wszystkim i wszystkiemu, cieszę się każdym dniem, który mogę przeżyć zupełnie po swojemu. Jednak świadomość, że sama muszę zadbać o siebie, łapie moja dziecięcą wolność w potrzask uzależnienia. Uzależnienia od codzienności, od rutyny, od powtarzalności. Każdego dnia jak mały trybik w maszynie, muszę budzić się i wstawać, aby wypełnić postawione przede mną obowiązki w spirali społecznej. Każdego dnia jak ten żołnierzyk z ołowiu, muszę stawiać czoła rzucanym w moją stronę wyzwaniom, wysokim oczekiwaniom, czy innym widzimisiom. Każdego dnia jak chomik w kółku, muszę przemielić te same problemy, błędy, pomówienia czy plotki. A im bardziej są to sprawy niedorzeczne i wyssane z małego palca, tym oczywiście wszystko ma większy zakres rażenia.


Dzieci lubią bajki, a w świecie dorosłych bardzo lubimy cudze historie, szczególnie kiedy są pikantne i ciekawsze od naszych. Zawsze można dodać swoje trzy grosze, albo wiedzieć coś lepiej. W sumie tak naprawdę, to przecież nie jest nawet istotne czy coś jest prawdą czy nie, wiec nieważne co mówią, ale dopóki mówią o Tobie, to albo Ci aż tak zazdroszczą albo jesteś aż tak interesująca. Ja już nie dementuję plotek, bo nie ma sensu i tak w miejsce jednej powstanie nowych dziesięć. Dzięki temu sypiam lepiej i mam więcej czasu, żeby skupić się nad nowym przepisem na kurczaka na kolację, aby zobaczyć radość w cudzych oczach, niż pochylać się nad tym, że w równoległym świecie budzę jakieś kontrowersje. Ważne przecież tylko to co teraz i tu.


Życie (a teraz COVID-19) weryfikuje listę znajomych, przyjaciół bo prawdziwi nigdy nie oceniają ani nie analizują cudzego życia, są aby podać paczkę chusteczek, zrobić muffiny lub popcorn gdy tego potrzebujesz i zawsze ale to zawsze powiedzą, że Ty jesteś najważniejsza i masz zadbać o siebie, kiedy płoną miasta, walą się drzewa czy sztorm nadciąga.


Dzieckiem być do końca…niestety jak każdy człowiek z czasem się zmieniam, jak każdy człowiek z czasem z czegoś wyrastam, albo nawet ewaluuję. Jednego tylko nie mogę wciąż zapamiętać, że mądrość życiową zdobywa się przede wszystkim ucząc na swoich błędach. Ja je koduje zbyt mocno w sobie.


Podobno co 7 lat nasze cząstki organiczne ulegają zmianom, nasze osobowości pod wpływem wydarzeń na przestrzeni tego okresu podlegają zmianom. Może stąd wyjaśnienie dlaczego w związkach pierwsze i kolejne kryzysy pojawiają się na przełomie takich okresów. Ktoś z kim zaczęliśmy podróż przez wspólne życie, nagle staje się kimś zupełnie innym, zmieniając się na naszych oczach. I nagle budzimy się kolejnego ranka i stwierdzamy, że zupełnie się rozmijamy w oczekiwaniach, w podejściu do codziennych spraw, w byciu razem. I nie jest to niczyja wina, a najzwyklejszy w świecie proces ewolucji, także naszej. Naukowcy z Edynburga, pracujący nad cechami osobowości, sugerują, że „im dłuższy mija czas między kolejnymi punktami osobowości, tym większe widać różnice w charakterze”. Oznacza to, że zmienia się także nasz sposób myślenia, zachowania oraz komunikacji. Jeszcze przed pandemią wcisnęłam stop klatkę i obeszłam się dookoła. Jaka tak naprawdę jestem? Wydawało mi się, że zawsze dbałam o to, aby unikać lub rozwiązywać wszelkie konflikty, a dobro innych przedkładałam nad swoje własne. Chociaż mam w dorobku kilka zerwanych więzi. I wciąż mam tendencję do zasługiwania na czyjeś uznanie czy miłość. Mimo, że wreszcie dojrzałam do tego, żeby otwarcie mówić co czuję, myślę i nie zgadzać się ślepo z każdym i wszystkim. Jak widać zrobiłam, to albo za późno albo zbyt ostentacyjnie, bo świat zewnętrzny odbiera moją asertywność często jako syndrom „ kłótliwej” co to się jej „w dupie skotłowało”.


To co mnie jednak najbardziej cieszy, to że nie muszę sobie niczego już udowadniać ani z nikim się ścigać. Dzień, w którym sobie to uświadomiłam, po dość burzliwym wewnętrznym rozpadzie emocjonalnym, był jak zanurzenie się w jeziorze spokojności. Jakby nagle ktoś zatrzymał pędzący świat i całą ta dudniąca maszynę zwaną życiem.


#wewnetrznedziecko


0 wyświetlenia

©2020 by OkiemZyrafy.pl. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now