Witaj na blogu OkiemZyrafy.pl

 
 
  • Irma Głowińska

Co byś zrobił, gdyby Twoje życie okazało się jednym wielkim oszustwem? cz 1.

Czasem w życiu przychodzi moment zwątpienia. Zwątpienia we wszystko co robisz, we własne możliwości, w osiągnięty sukces a nawet w miłość czy sens bycia z kimś. Zwątpienia w prawdę, w szczerość cudzych intencji czy też zachowań. Zwątpienia w prawidłowy odbiór otaczającej rzeczywistości. Budzisz się z przytłaczającym poczuciem, że wszystko w co do tej pory wierzyłeś jest tak kruche jak domek z kart. Wstajesz i czekasz...na co? Aż wszystko z hukiem pieprznie bo przecież nie może być inaczej.


Taki Truman Show, gdzie czujesz, że coś z Twoim życiem jest nie tak, ale jeszcze nie wiesz dokładnie co. Kiedy każdy dzień przeżywasz, jak z góry zaplanowany przez kogoś a wszystko co robisz jest tak powtarzalne, że aż boli. Gdy masz wrażenie, że Twój świat, to wykreowana atrapa, która służy innym w ulepszaniu ich egzystencji. Co byś wtedy zrobił?


Mając tę świadomość zrezygnujesz ze swojego obecnego życia? Wyrwiesz się z wygodnej, ale też przewidywalnej teraźniejszości, w imię własnej wolności? Zaryzykujesz i odważysz się pójść swoją drogą w kierunku, co do którego nie masz pewności? Na wszystkich szkoleniach czy w mądrych książkach pada zawsze hasło: „Wyjdź ze swojej strefy komfortu” I jakby samo, to stwierdzenie nie powodowało już zimnego potu na plecach, to za tym idzie oczywiście więcej. Nie osiągniesz sukcesu, nie zrealizujesz swoich marzeń czy pragnień, jeśli nie będziesz stawiać sobie wyzwań, pokonywać własnych słabości, wyłącznie skupiając się na zaspokajaniu podstawowych potrzeb, bez narażania się na jakiekolwiek ryzyko.


Skoro tyle się o tym mówi, to czemu nie zawsze chcemy zakładać zbroję i walczyć o swoje? Proste! Bo tak jest wygodniej i łatwiej. Bo tak nie musisz się stresować, ani spinać. A jak się tak sami poprzekonujemy, że stan obecny jest dla nas najlepszy, to nasz mózg bardzo szybko przyzwyczaja się do tego i coraz trudniej będzie, to przezwyciężyć. Z reguły robimy wszystko, aby w tej strefie pozostać jak najdłużej, a to dlatego, że zwyczajnie się boimy. Przede wszystkim boimy się porażki albo rozczarowania. Łatwo się mówi i steruje cudzym życiem, łatwo też doradza innym, ale zawsze najtrudniej ogarnia się własne podwórko. Lęk przed zmianą wisi jak kamień u szyi albo kula u nogi.


Stres jaki się wytwarza w momencie, kiedy zaczynamy podejmować trudne wyzwanie, wpływa negatywnie na nasze życie. Jesteśmy wtedy zdezorientowani, zapominamy i gubimy się w natłoku własnych myśli, niejednokrotnie podejmując decyzje pod wpływem silnych emocji. A jak się okazuje i jest to potwierdzone badaniami, nawet najmniejszy stres ma wpływ na nasze funkcje poznawcze, umiejętność skupienia uwagi a przede wszystkim wpływa na naszą pamięć i może prowadzić do chorób cywilizacyjnych.


Mój proces wychodzenia ze stefy komfortu nie należał do najprzyjemniejszych i muszę przyznać, że mimo iż jestem teraz tego wszystkiego bardziej świadoma, to wciąż miewam z tym problem. Często reaguje zbyt emocjonalnie albo stresuje się byle czym i z byle powodu. Znam też uczucie pustki albo białej kartki. Kiedy wychodząc z jakiegoś nadzwyczaj ważnego spotkania, czy po jakiejś giga stresującej sytuacji, próbowałam sobie przypomnieć, to co się wydarzyło w szczegółach, albo to co ktoś mówił. Wiele razy zastanawiałam się, dlaczego tak się dzieje i czy może nie zaczyna mi się jakaś poważna choroba.


Nasz umysł, jak taka cała maszyneria znajdująca się pod maską w samochodzie, jest połączeniem kilku podzespołów pracujących razem. Nie w każdej sytuacji wszystkie podzespoły są lub muszą być jednak aktywne. I tak np. w sytuacji zagrażającej nam, jakiejś bardzo niebezpiecznej, za naszą reakcję będzie odpowiadał instynkt samozachowawczy i chęć przetrwania, który jest uruchamiany w części mózgu zupełnie nie związanej z zapamiętywaniem czy tworzeniem wspomnień. Stąd w takiej sytuacji nie jesteśmy w stanie zapamiętać tych wszystkich detali i szczegółów, jakie normalnie zapisują się na naszym twardym dysku w chwilach przyjemnych i relaksu.


No dobrze, ale jak sobie z tym radzić i czy tak naprawdę można? Jak się okazuje na każdym etapie naszego rozwoju (od dorastania do pełnej dojrzałości, a nawet potem) możemy kształtować swoje funkcje poznawcze, dzięki, którym wypracujemy też swoją umiejętność radzenia sobie z emocjami. Jak to się ma w praktyce? Najlepiej jak w Milionerach mieć do wyboru zestaw pierwszej pomocy, coś co w takich sytuacjach pomoże nam, czyli swoje „koła ratunkowe”.


Jako królik doświadczalny, wypróbowałam na sobie wielu technik i mogę powiedzieć, że na ten moment mój zestaw przetrwania zapisałabym w poniższych punktach:


1. Zaparkuj, ochłoń, oceń: coś co w danej chwili wydaje nam się stresujące, frustrujące lub prowadzi nas wyłącznie w kierunku negatywnych emocji, będzie o wiele prostsze czy znacznie łatwiej uda nam się rozwiązać, kiedy zrobimy sobie pauzę. Nie bez kozery mówi się, że złym doradcą jest pośpiech, a w tym wypadku będą nim złe emocje czy stres.


2. Odrzuć negatywy, zakotwicz na pozytywach: o wiele szybciej zapanujemy nad stresem, gdy zaczniemy intensywnie skupiać się na czymś dobrym, pozytywnym w danej sytuacji. Uwierzcie, że w każdej można znaleźć coś dobrego i na tym się sfokusować w danym momencie.


3. Przekopiuj, czyli zastosuj sprawdzone rozwiązanie: nie pierwszy raz jesteśmy w sytuacji stresującej, więc warto sobie przypomnieć, jak skutecznie rozwiązaliśmy czy poradziliśmy sobie poprzednio. Ja się zawsze zastanawiam co takiego zrobiłam poprzednio, co mi pomogło? A jak pomogło, to znaczy, że działa i jest sprawdzone! To po co na nowo odkrywać stały ląd?


4. Nie roztrząsaj, nie analizuj cudzych projekcji: moja zmora od lat, to zbytnie analizowanie wszystkiego i wszystkich. A po co sobie stale nabijać głowę i wprowadzać w stan niepokoju z powodu cudzych opinii? A jeśli ktoś ma tendencję do życia cudzym życiem i wygłaszania hipotez na ten temat, to zamartwianie się tym niczego nie zmieni, a wręcz doprowadzi do jeszcze większego stresu, a to błędne koło.


5. Powiedz na głos czego się obawiasz lub co Cię martwi: jeśli niepokojące myśli wciąż krążą w głowie niczym natrętna mucha nad ranem, to lepiej rozprawić się z tym mówiąc o tym głośno. Raz wypowiedziane słowa, uwolnią umysł a ten przejdzie do fazy działania. Jak się ktoś boi strachów w nocy, to wystarczy zapalić w pokoju światło i złe cienie znikają. Poważnie, to nasz umysł potrafi sam wykreować takie potwory a ciągłe o nich rozmyślanie skutecznie zablokuje jakiekolwiek akcje. Zamień myślenie na działanie.


6. Naucz się słuchać siebie: poświęć codziennie chwile, aby posłuchać siebie. Nikt nie będzie mądrzejszym doradcą i nie zna Cię lepiej niż Ty sam. Zamiast deprecjonować, zacznij się doceniać i nagradzać. Dzięki temu poczujesz się pewniej w kolejnej stresowej sytuacji. Nie musisz za każdym razem pytać przyjaciółki a co Ty byś zrobiła na moim miejscu? Mimo najlepszej relacji, to druga strona nigdy nie ma pełnego obrazu, a chyba nie chcesz być jak wspomniany wcześniej Truman? Prosty przykład - pomyśl jak byś się czuł zakładając ubranie, które ktoś dla Ciebie przygotował na bazie swoich przekonań. Jesteś w 100% pewien, że będzie pasować?


7. Zamień lęk na uśmiech do samego siebie: nawet jeśli na początku będzie to wymuszony uśmiech, to i tak spowoduje on zmiany w Twojej fizjologii. A to już dobry początek do tego, aby zamiast uczucia lęku poczuć radość i ekscytację.


8. Zmodyfikuj swoje plany czy cele: stres związany z rozczarowaniem? Zrób krok wstecz, zmień fokus czy pole widzenia i dokonaj korekty planów. Nie zawsze wszystkie cele można osiągać od razu, niektóre mogą wymagać naniesienia poprawek czy zmian w sposobie ich realizacji.


Tutaj się na ten moment zatrzymam, bo temat jest o wiele bardziej złożony i przenosi się też na poziom relacji i komunikacji. Mam nadzieję, że dam Wam trochę do myślenia nad niedzielną kawką. Miłego dnia i do do następnego wpisu.



©2020 by OkiemZyrafy.pl. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now