Witaj na blogu OkiemZyrafy.pl

 
 
  • Irma Głowińska

"Bo jo Cię kocham"..i nie tylko od święta..


Sprawdzaliście kiedyś kalendarz nietypowych świąt?

Takich mniej popularnych niż zbliżające się wielkimi krokami Walentynki. Wiecie, że na przykład wkrótce czeka nas:

a. Dzień dojeżdżania do pracy rowerem zimą - szacun dla tych, co to robią, a przy całej tej modzie na morsowanie, zastanawia mnie dlaczego nikt mniej lub więcej sławny nie wrzuca fotek jak popitala rowerkiem z koszyczkiem przy -10 i więcej

b. Dzień Pizzy - szkoda w sumie, że nie blatów, bo bez nich pizza jakby nie ta sama, ale jak to w życiu "back office" też zawsze w ukryciu

c. Dzień Hipopotama - ale to, że tak po tej pizzy? No niby mówi się, że drożdże strasznie rozdymające

d. Dzień Prezerwatywy - ciekawi mnie czy producenci z tej okazji wypuszczają limitowaną serię, niczym happy socks?

e. Dzień Kajdanek - jakiś ten luty dwuznaczny albo może mi się wydaje, ale jak dla mnie kolejna okazja do wzrostu przyrostu naturalnego

f. Dzień pozdrawiania blondynek - zupełnie nie rozumiem dlaczego akurat blondynek i jak już, to w jaki sposób pozdrawiać:-)

no i wiele wiele innych


Ale tak naprawdę ten miesiąc jest zdominowany wyłącznie przez jeden dzień, wokół którego cały biznes się kręci. Jednym słowem w lutym zalewa nas wszystkich fala miłości. I jak z każdym świętem są zwolennicy i przeciwnicy, Ci co uznają i Ci co kategorycznie "cudzych" nie będą czcić i obnosić z uczuciami akurat tego dnia, jak im każą. Tylko czy obnoszą się kiedykolwiek potem?


Czym tak naprawdę jest miłość? Strzałą amora gnającą z góry z prędkością światła i umaczaną w jakimś narkotycznym ekstrakcie z dłuższą datą przydatności? A może reakcją chemiczną z tablicy Mendelejewa, gdzie wystarczy zmieszać:

K potas

O tlen

C węgiel

H wodór

Am ameryk

i poczuć motyle w brzuchu, dopóki się nie ulotnią.


Eksperci z Centrum Nauk Kopernika rozłożyli na czynniki pierwsze tą biologiczno-chemiczną reakcję łańcuchową, aby stwierdzić, że aby paść trupem na czyjś widok czy być rażonym piorunem jej spojrzeń najpierw musimy być:

a) uwiedzeni zapachem - nie chodzi o to, żeby mieć na sobie całą ofertę Sephora, ale o naturalną woń, która delikatnie i zmysłowo podrażni nasze nozdrza, wbijając się tą drogą niczym koń trojański do naszego ośrodka decyzyjnego czyli mózgu;

b) nasze szare komórki muszą zacząć "świecić" - zupełnie jak robaczek świętojański czyli błyszczą nam oczy i nie da się ukryć, że coś jest na rzeczy;

c) jak w narkotycznym transie - od euforii po depresję, zaczyna się wewnątrz nas emocjonalny diabelski młyn z brakiem snu i napadami ekstazy;

d) na adrenalinowym szczycie - oblewamy się rumieńcem, jak dziewica na balu, serce wali jak oszalałe, ciśnienie na maksa, glukoza pikuje w górę jak u cukrzyka, a żołądek się kurczy i stajemy się przykładem, że samym powietrzem da się żyć;

Klasyka zakochania czyli fenyloetyloamina (PEA), noroadrenalina, dopamina i serotonina – neuroprzekaźniki sprawiające, że wariujemy z miłości. Niestety albo stety ale z badań wynika, że zwykle pomiędzy 18 a 48 miesiącem (czyli 2-4 rokiem) związku, cały buzujący na starcie w nas ogień miłości powoli się wypala i zaczyna gasnąć. Co wtedy? Jak w laboratorium trzeba podgrzać fiolkę do odpowiedniej temperatury, ale ostrożnie, żeby nie wybuchła.


Emocje czy uczucia?

Wcześniej wydawało mi się, że przecież to jedno i to samo. A jednak. Emocje odzwierciedlają nasz stan umysłu, ciała a nawet duszy. Często są szybką reakcją na zdarzenia jakie w danym momencie przeżywamy, a także na innych ludzi. Możemy czuć strach, radość, gniew, zdziwienie lub rozczarowanie.

Uczucia natomiast są bardziej złożone i często definiują procesy psychiczne odzwierciedlające nasz stały stosunek do pewnych osób, przedmiotów czy sytuacji. Przeżywamy coś emocjonalnie i jesteśmy świadomi rodzących się w nas uczuć, przeżyć.


Miłość jest uczuciem, ale też może określać typ relacji i zachowań międzyludzkich, a w chrześcijaństwie określana jako najważniejsza ze cnót. Miłość to siła napędowa każdego jestestwa. Nie ma na tej planecie organizmu żywego, który nie potrzebowałby miłości i jej brak nie wpływałby negatywnie na jego funkcjonowanie. To silne uczcie, którego pragniemy z chwilą pierwszego oddechu towarzyszy nam przez całe życie, wpływając na nasze decyzje czy działania aż do ostatnich dni. Jedno słowo a tyle w nim ukrytej mocy.

Poznajemy kogoś i pierwsze pytanie w głowie jakie się pojawia to ma kogoś? A jak nie ma to potem, oj biedaczek, taki tu sam samiuteńki, to pewnie nie ma się do kogo przytulić. Naturalnie i odruchowo mierzymy innych miarką miłości, a wręcz sukcesów na tym polu. Dlaczego jedni mają z tym problem, a inni nie muszą nawet wyjść z domu, żeby przeżyć klęskę urodzaju? Czy to jest kwestia szczęścia czy może diabeł tkwi w szczegółach.


Kto ma łatwiej i od czego to zależy?

Amerykanie lubią wszystko badać i sprawdzać, szczególnie czy nadal są w targecie po zjedzeniu góry burgerów, więc wrzucili też na tapetę temat atrakcyjności zewnętrznej i jej wpływ na znalezienie drugiej połowy i szczęście w miłości. Okazało się, że wszystko zależy od miejsca na świecie, w którym żyjemy. Jest znaczna różnica między miejscami, w których równość płci nie stanowi problemu, a tymi, gdzie wciąż rządzi kult macho, a panie mają tylko wyglądać, a nie zabierać głos.

Tak więc uroda nie ma już tak wielkiego znaczenia dla mężczyzn w rozwiniętych krajach naszego świata, a liczy się najbardziej inteligencja i zaradność. Mówiąc wprost termin leżę i pachnę odszedł do lamusa, bo ładna ale nie zaradna nie jest idealną kandydatką na partnerkę. Bardziej doceniają, to czy ich wybranka ma silną osobowości oraz partnerski podział obowiązków, a stabilizacja finansowa to podstawa. Wreszcie równy wkład każdej ze stron w związek, tyle samo dawane co brane, bez oczekiwania na papucie i piwko podane pod nos. Termin kura domowa może w równej mierze określać obie płcie wobec tego.


Brak szczęścia w miłości? Ratunku i co dalej:

a) odczaruj lustro - nie musisz być Penelope Cruz, aby przyciągać do siebie płeć przeciwną. Tu nie chodzi o bycie idealnym i pięknym zewnętrznie, bo wystarczy zadbać o to co w środku, aby rozgrzać pod piecem. Popatrz na siebie mniej krytycznie, podkreśl to co masz fajne, dodaj do tego uśmiech oraz życzliwość i ruszaj w świat.

b) przestań udawać, że tego nie potrzebujesz - najlepszą wymówką jest, że praca najważniejsza, bo teraz to kariera, pęd za osiągnięciem czegoś, a miłość to wywraca świat do góry nogami, robi wodę z mózgu i spowalnia w podejmowaniu decyzji. A tak naprawdę to marzysz, żeby ktoś Cię przytulił, odgarną kosmyk z czoła i powiedział, że dzisiaj byłaś zajebista.

c) przestań się bać niepowodzeń - ile randek trzeba odbyć, żeby trafić na swoją drugą połówkę? Tyle ile trzeba więc przestań chować wrażliwość pod płaszczem zimnej, silnej i niezależnej na wypadek, że znowu czeka Cię kolejna seria pierwszych randek. W najgorszym wypadku będziesz mieć obcykany fragment "proszę powiedzieć coś o sobie" na 5.

d) zejdź z piedestału - pokutujemy przez utarte stereotypy, kwestie wyniesione z domu czy wpojone zasady. Królowa jest jedna więc nie ma co srać wyżej niż się podskakuje i grać niedostępną, bo mówili, żeby nie być łatwą. Jak Ci się podoba, to nie trzepocz rzęsami, bo zrobisz przeciąg, a zwyczajnie zacznij rozmawiać.

e) mierz siły na zamiary - jak będziesz wzdychać do Brada Pitta mimo, że po rozwodzie, to pewnie nic z tego nie wyjdzie dlatego lepiej jak wycelujesz lokalnie i bardziej przyziemnie.

f) pogrzeb przeszłość - nie ciągnij za sobą niepowodzeń i nierozliczonych poprzednich tematów bo będą dzwonić przy każdym kroku jak echo w kościele. Nie pchaj się też w kolejną historię kiedy nie wyrwałaś zadry i nie posypałaś rany solą. Tylko zamknięty rozdział pozwoli Ci w pełni otworzyć się na nową miłość.

g) pokochaj siebie - chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego)


Dużo miłości Wam życzę Kochani, nie tylko z okazji Walentynek.


228 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie